Certyfikaty Energetyczne
Sporządzanie Świadectw Energetycznych na terenie Pomorza

 
 


Unijny przepis miesza w nieruchomościach

Od 1 stycznia 2009 r. aby sprzedać czy wynająć budynek, trzeba mieć tzw. świadectwo energetyczne. Nie wiadomo, ile osób ma uprawnienia do ich wystawiania, ile to będzie kosztowało i co grozi np. deweloperowi, jeśli sprzeda lub wynajmie lokal bez dokumentu. Wiadomo, że za kilkanaście dni będzie zamieszanie i dodatkowe koszty dla inwestorów i gmin.

Świadectwo energetyczne to wymóg unijny. Ma określać m.in. to, ile energii w skali roku trzeba zużyć na ogrzanie, oświetlenie czy zapewnienie ciepłej wody w budynku. Ważne jest 10 lat od daty wystawienia. Będzie obowiązkowe dla każdego budynku oddawanego do użytkowania, sprzedawanego czy najmowanego (lokale komercyjne).

Po kieszeni inwestorów i gminy

Wymóg posiadania świadectwa to informacja szczególnie ważna dla deweloperów. Bez niego nie ma mowy o przekazaniu lokalu do użytkowania. Analitycy obawiają się, że nowe przepisy mogą spowodować jeszcze większy zastój na rynku nieruchomości. Na razie nikt nie będzie miał świadectw. Nie wiadomo, czy notariusz będzie mógł spisać akt notarialny sprzedaży i kupna mieszkania bez certyfikatu. Chociaż Ministerstwo Infrastruktury nie wprowadziło za jego brak żadnych sankcji, mogą pojawić się inne problemy. - Jeśli sprzedający czy wynajmujący nie przedstawi klientowi takiego certyfikatu, ten może odstąpić od umowy lub domagać się odszkodowania w sądzie cywilnym - wyjaśnia mecenas Jan Znamiec. Aleksander Paszyński z domu kredytowego Notus podkreśla: - Może się okazać, że banki uzależnią przyznanie kredytu mieszkaniowego od tego, czy lokal posiada świadectwo energetyczne - mówi.

Świadectwo to również dodatkowe koszty dla dewelopera. - W obecnej sytuacji, kiedy na krakowskim rynku nieruchomości mamy spowolnienie, nikt ze sprzedających nie będzie ryzykował braku dokumentu - ocenia Piotr Krochmal, rzeczoznawca majątkowy. - Przypuszczam, że pieniądze wydane na certyfikaty deweloperzy potraktują jak inwestycję w marketing. Będą się chwalili, że mają świadectwa - dodaje. Sami budujący są zaniepokojeni. - Dla nas zapis jest jasny. W nowo oddawanych budynkach świadectwa muszą być. Już szukamy ekspertów je wystawiających - mówi pracownik jednego z krakowskich inwestorów.

Unijna dyrektywa może odbić się nie tylko na budżecie deweloperów, ale i samorządu. - To potężny problem dla Krakowa. Po pierwsze, sprzedajemy od 800 do 1200 lokali rocznie, a wynajmujemy dwadzieścia kilka tysięcy. Wszystkie te budynki będą musiały mieć takie certyfikaty, których koszty sporządzenia pokryć ma właśnie gmina - żali się Bogusław Kośmider, radny PO.

Problem w tym, że nie wiadomo, kto takie świadectwa będzie wystawiał. Wiadomo, że musi to być niezależny ekspert. Świadectwa energetycznego dla konkretnego budynku nie może przygotować sam właściciel, projektant czy zarządzający inwestycją.

Zgodnie z ustawą dokumenty mogą sporządzać osoby posiadające uprawnienia budowlane do projektowania. Do tego dołączą osoby, które przejdą szkolenie i zdadzą państwowy egzamin. Szkolenia planowane są na przykład na AGH w lutym 2009 r. Ministerstwo nie wyznaczyło jednak do tej pory terminów egzaminów zewnętrznych. Dopiero w II połowie przyszłego roku zakończą się studia podyplomowe dające prawo absolwentom do wypisywania certyfikatów.

Ile taki certyfikat będzie kosztował - również nie wiadomo, ponieważ ministerstwo nie określiło tego w ustawie. - Na Zachodzie cena waha się w granicach 50-100 euro, czyli ok. 200-400 zł. Polską cenę ukształtuje oczywiście rynek, będzie ona zależna od nakładu pracy i stopnia trudności obliczeń i pomiarów, jakie trzeba będzie wykonać w czasie przygotowania świadectwa. W przypadku budynków o dużej powierzchni użytkowej koszt może wzrosnąć do kilku tysięcy złotych - ocenia Dariusz Cichoń, z-ca dyrektora Centrum Badań i Edukacji Rynku Nieruchomości działającego przy AGH.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków